Przedwczesna menopauza? – historia Agaty

Strona główna/Historie Pacjentów/Przedwczesna menopauza? – historia Agaty

Agata swoją przygodę z leczeniem rozpoczęła trzy lata temu. Czy można to nazwać przygodą? Dziś, z perspektywy czasu, woli tak o tym myśleć. Nie spodziewała się, że będzie to proces tak długi i wymagający. Przede wszystkim od strony emocjonalnej. Od kiedy zaczęła myśleć o swojej przyszłej rodzinie, obawiała się niepłodności – siedem lat przed ślubem z powodu licznych torbieli usunięto jej jeden jajnik. Lekarze zapewniali, że nic nie stoi na przeszkodzie, by miała swoje dzieci, gdzieś w środku czuła jednak niepokój. Uczucie potęgował fakt, że od zawsze miała nieregularne miesiączki, których nie potrafił na stałe uregulować żaden ze specjalistów. Przyjmowała leki hormonalne, ale po odstawieniu problemy wracały. Obawy o płodność mogły mieć swoje podstawy. Niestety intuicja jej nie zawiodła.

Ale od początku. Zaraz po ślubie razem z mężem postanowili rozpocząć starania o dziecko.  Przez pierwsze pięć miesięcy starała się myśleć pozytywnie, była pełna entuzjazmu i nadziei. Po kolejnym negatywnym teście i nieprzespanej nocy, po raz pierwszy odwiedziła swojego ginekologa, by porozmawiać z nim nie o dolegliwościach kobiecych, ale o płodności. Lekarz, który znał historię jej choroby, zlecił dodatkowe badania, jednak nie wskazywały one na nic niepokojącego. Odesłał ją więc do domu. Agata nie dawała za wygraną – i tak przez dwa lata bezskutecznie starali się z mężem o dziecko, odwiedzając przy tym różnych specjalistów.

Przedwczesna menopauza to nie wyrok

Gdy ich zabiegi nie przynosiły rezultatu, zaczęli rozmawiać o odwiedzeniu kliniki leczenia niepłodności. Diagnoza była jednoznaczna: przedwczesne wygasanie funkcji jajników. Okazało się, że proces rozpoczął się już kilka lat wcześniej, jednak do tej pory nikt nie myślał o jej dolegliwościach w ten sposób. Przyjmowane tabletki antykoncepcyjne, które w takich przypadkach prawie zawsze wywołują regularne miesiączku, uśpiły czujność jej i lekarzy.

In Vitro na cyklu naturalnym

Okazało się, że jedynym rozwiązaniem jest dla nich zapłodnienie metodą in vitro. Po długich rozmowach i rozważaniach, zdecydowali się z mężem na zapłodnienie na cyklu naturalnym. Chcieli oboje, by leczenie niepłodności było możliwie najbardziej zbliżone do warunków naturalnych. Ze względów światopoglądowych nie chcieli mieć nadliczbowych zarodków. Od początku zostali poinformowani, że istnieje ryzyko nie uzyskania komórki jajowej lub uzyskania komórki o nieodpowiedniej jakości. To z kolei może wpływać na skuteczność całej terapii. Jako para, byli jednak zdeterminowani do tego, by walczyć o szczęście i poczekać na efekty. Po pierwszym pobraniu komórka jajowa była niedojrzała, w związku z czym nie powiodło się jej zapłodnienie. Nie załamali się – lekarze uprzedzali, że procedura na cyklu naturalnym może wiązać się z takim ryzykiem. By odreagować zawiedzioną nieco nadzieję, Agata rzuciła się w wir pracy. Chciała przez chwilę  nie myśleć o tym, co ich jeszcze czeka. Kolejną próbę leczenia podjęli już po miesiącu – tym razem uzyskano 1 zarodek. Ponieważ rokowania nie były wysokie, zdecydowali się na jego zamrożenie. Przy trzeciej próbie kolejny raz nie uzyskano zarodka. Tym razem oboje czuli się tak obciążeni psychicznie, napięci, zestresowani, że postanowili na jakiś czas odłożyć dalsze starania. Spotkali się też z psychologiem. Potrzebowali wsparcia, by poradzić sobie z trudną sytuacją i nauczyć się dawać sobie wzajemnie siłę. Po niespełna roku byli gotowi, by spróbować jeszcze raz. Ostatni, jak postanowili. Jeśli program się nie powiedzie, rozważą inne rozwiązania. Lekarz odradził im kolejne pobranie komórek na cyklu naturalnym. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, zdecydowali się z mężem na transfer zamrożonego wcześniej zarodka. Tym razem musieli uzbroić się w cierpliwość. Kolejne weryfikacje dawały im nadzieję, że tym razem się uda. W końcu usłyszeli od lekarza to, na co czekali tak długo: wynik bHCG wskazywał na ciążę! Jednak Agata, doświadczona poprzednimi zdarzeniami, starała się zachować spokój i poskromić kiełkującą w sercu nadzieję. W przeciwieństwie do Piotra, który niemal od razu zaczął wybierać imiona dla maleństwa. Dziś są już razem – a ich córka Ania codziennie cieszy oczy rodziców. I choć jest wymagającym uwagi, żywiołowym dzieckiem, daje mamie i tacie niewyobrażalne szczęście.

Co Agacie dała INVICTA? Jak sama mówi, dała przede wszystkim nadzieję… zaznacza, że lekarze, choć zawsze wyjaśniali wszystkie możliwe scenariusze, pomagali też uwierzyć, że walka ma sens. Wiedziała, że dla zespołu kliniki  nie jest tylko kolejnym przypadkiem,  ale osobą, dla której chcą się starać. Dlatego Agata nadal jest pacjentką Invicty. Choć teraz, siedząc w poczekalni, odczuwa już inne emocje… jest silną i odważną kobietą, która dba o zdrowie. I czerpie radość z bliskości rodziny – kochającego męża i córeczki, której poświęca każdą wolną chwilę.

O autorze:

Kliniki Leczenia Niepłodności INVICTA to nowoczesne placówki medyczne stawiające na rozwój, wiedzę i kompetencje, które przekładają się na jakość i skuteczność leczenia. Procedury wykonywane w naszych Klinikach są zgodne z najnowszymi osiągnięciami medycyny, wyróżniają się kompleksowością i skutecznością.

Zostaw komentarz